Będziemy rodzicami!

Stało się! Będziemy rodzicami! Ta wiadomość nieźle nas zaskoczyła. I szalenie ucieszyła! 🙂

W tych pierwszych dniach niepewność przeplatała się z radością a strach mieszał się z euforią. Emocjonalny rollercoaster! Dopiero po kilku dniach minął pierwszy szok! Prawdziwa ulga przyszła jednak po badaniach, kiedy mieliśmy potwierdzenie, że z Groszkiem jest wszystko w porządku. (Swoją drogą zobaczyć takiego Bąbelka na monitorze skanera i usłyszeć bicie Jego serduszka to iście kosmiczne doznanie. 🙂 )

Od tego pamiętnego poranka, kiedy dowiedzieliśmy się, że będziemy mieć małego Groszka, minęły już cztery miesiące. Mimo upływu czasu, coraz bardziej wyrazistego zarysu brzuszka, zdjęć USG i innych, namacalnych dowodów na obecność Groszka, są chwile kiedy dalej cała sytuacja wydaje nam się surrealistyczna. A jednak w każdej sekundzie, w każdej chwili jesteśmy szczęśliwi. Przeszczęśliwi. 🙂

I tu muszę przyznać, że coś się we mnie diametralnie zmieniło. Jakby mózg mi się samoistnie przeprogramował. Tak chyba działa Natura budząc ukryte instynkty, o których istnieniu nie ma się pojęcia. Z osoby, dla której dzieci były zagadnieniem raczej obojętnym, zmieniłam się w laskę całkowicie (już) sfiksowaną na punkcie Groszka. Jest dla mnie centrum kosmosu, największym priorytetem (obok mojego ukochanego P. oczywiście). To co robię, jem czy piję ma na celu tylko dobro maluszka. Nawet staram się kontrolować myśli i odczucia, byleby tylko było dobrze bobaskowi (przynajmniej nie denerwuję się już pierdołami!). Serio, sama sobą jestem zdziwiona!

Aktualnie (od kilku już tygodni) mam “baby mood”. Autentyczną radość sprawia mi przeglądanie groszkowych ciuszków, czytanie o opiece nad bobasami, planowanie najbliższych tygodni i czasu po porodzie, szperanie na blogach parentingowych (szok! czytam blogi parentingowe!). Nawet dowiadywanie się o sprawy administracyjne dotyczące urlopu macierzyńskiego sprawiają mi przyjemność (sick!). Wszystko chłonę niczym gąbka! Na widok słitaśnych śpioszków, mięciutkich pluszaczków, mini bucików czy nawet kolorwych pieluszek bezwiednie wydaję z siebie dźwięki takie jak “ochhhhhhhh!!!!!!”czy “accchhhhhhhh!!!!”. Jak wspomniałam “sama sobą jestem zdziwiona” 🙂 I dobrze mi z tym. I takiej eforii życzę każdej przyszłej mamie 🙂

PS. Dlaczego “Groszek”? Moi znajomi zwykli kiedyś nazywać maluszka w brzuchu “fasolką”. Kiedy pierwszy raz przyszło mi do główy, że mogę być w ciąży, coś mi się jednak pomyliło i powiedziałam P. , że możliwe iż będziemy mieć małego groszka. I tak już zostało. I super mi się to nowe znaczenie groszka podoba 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *