Krótka rozprawa o braku siły i o tym, że nie mogę tyle ile bym chciała.

Właśnie wróciłam z Londynu. Jednodniowy wypad w celach rekreacyjnych. Bez pośpiechu i bez spiny. Istny relaks. Teoretycznie, bo faktycznie jestem padnięta i wyczerpana. Jak po intensywnym treningu. Padam na ryj!

Jestem tą szczęściara, której ciąża specjalnie nie dokuczyła. Początkowo dużo spałam, teraz miewam momenty kiedy kręgosłup mnie napier bardzo boli. Nie dźwigam, dużo odpoczywam, dobrze się odżywiam, generalnie dbam o siebie.

Wydawało mi się, że dużo jeszcze mogę zrobić przed narodzinami Groszka, szczególnie teraz, gdy nadchodzi wiosna i pogoda jest bardziej sprzyjająca. A tu dupa i rozczarowanie. Wczorajszy dzień nie pozostawia złudzeń – plany na najbliższe trzy miesiące muszą ulec diametralnej zmianie.

Odpuszczam kwietniowy wypad do Londynu czy planowany od dawna szlak murali w Birmingham. Są to fizycznie zbyt wyczerpujące przedsięwzięcia. Przed porodem raczej nie pojadę też nad morze (to ponad 3 godziny jazdy bez korków). Trudno jest mi przyznać przed sobą samą, że nie jestem w stanie czegoś zrobić (bo dotąd zawsze wszystko mogłam). Jednak jeszcze trudniej jest mi się z tym pogodzić!!!! Ale czego to się nie robi dla takiego małego bobasa 🙂

***Powyższa część wpisu powstała wczoraj bezpośrednio po powrocie do domu. Dziś, po odpoczynku i długiem śnie, spojrzałam na temat z innego punktu widzenia.***

Plan jak to plan zawsze można poddać modyfikacji. Powinnam tylko sformułować pewne założenia, aby mieć szansę na sukces:

Spacery. Nie dłuższe niż 30 min w tempie maksymalnie żółwim ewentualnie ślimaczym.

Podróż z punktu A do punktu B maksymalnie do godziny (samochodem, wliczając korki – inaczej kręgosłup mi odpadnie).

Portfel, telefon, przewodnik, aparat, okulary słoneczne, chusteczki higieniczne i mała butelka wody – dotąd było to moje podstawowe wyposażenie w trakcie wyjazdu. Dziś może pozostać bez zmiany, tak długo jak waga będzie w granicach pół kilograma. Po pół godzinie ciężar i tak jest nie do opisania.

Przerwy. Parki, ulice i ogólnie przestrzenie miejskie oceniam teraz przez pryzmat ilości ławek, na których można odpocząć oraz odległości jednej od drugiej. Przerwy, w moim przypadku, to klucz do sukcesu. Zastanawiam się nad przenośnym stołkiem (takim jak mają wędkarze), ale pod względem gabarytów nie spełnia wymogów powyższego punktu.

Czas na dane przedsięwzięcie należy przynajmniej podwoić (a dla bezpieczeństwa wydłużyć trzykrotnie) – serio nie mam siły ani przyśpieszenia.

I teraz kluczową sprawa: WC. Musi być w pobliżu!!!!!! Inaczej nie jestem w stanie zapanować nad pęcherzem. Masakra jakaś, ale faktycznie na siusiu śmigam co przysłowiowe 5 minut.

Wczorajszy wyjazd do Londynu uświadomił mi, że nie mogę tyle, ile bym chciała. Gdy opadł pierwszy szok i niedowierzanie zdecydowałam, że mogę. Moje rozrywki muszą przybrać inną formę i nabrać nie co mniej intensywny charakter. W końcu danie sobie na luz i zwolnienie tempa nie jest ani złe ani nudne. I taką oto puentą kończę dzisiejszą rozprawkę .

PS. Jak ciąża wpłynęła na Twój styl życia? Jestem ciekawa Twojej opinii?

Comments (14)

  • MamAsia says:

    Było dokładnie tak, jak piszesz! 😀 z tym, że im bliżej końca- tym ciężej, wolniej… ostatni miesiac modliłam się by urodzić najpóźniej w terminie!- urodziłam tydzień po… mój styl? Hm. Bałam się, że coś pójdzie nie tak i odpuszczałam wszystko(!) co było zbyt wyczerpujace. Żałuję, że tzw. ćwiczenia dla ciężarnych odpuściłam też- było by łatwiej pod koniec ciaży I po.

    • Magda Mamit says:

      Jakoś mi się lepiej zrobiło po Twoim komentarzu. Osobiście chodzę na zajęcie na basenie dla ciężarnych i jest super.

  • Madka roku says:

    Ja się fatalnie czułam w ciążach, pierwsza była zagrożona, więc zmieniło się dużo. Moja rada: zacisnąć zęby i przetrwać!

  • Monika (Mama na całego) says:

    W sumie to ciąża właśnie chyba dlatego tak się nazywa, bo ciąży 🙂 A tak serio. No w ciąży jest ciężko, jest . Byłam 4 razy, każda przenoszona przynajmniej tydzień. Nie było lekko ale najgorsze dla nie było otępienie umysłu. Wszystko, jakby w zwolnionym tempie. Życzę powodzenia i siły. Dasz radę 🙂

  • Magda/ AsertywnaMama.pl says:

    ciąża nie dość że ciąży to jeszcze jest takim treningiem pod hasłem – teraz wszystko się zmieni w sposób,w który nawet nie przypuszczasz 😀 będzie dobrze! powodzenia i trzymam kciuki 🙂

  • Roksana www.kopanina.pl says:

    To ja chyba byłam szczęściarą. Ciąża mnie w ogóle nie ograniczała, czułam się rewelacyjnie. Do tego stopnia, że w czwartek skakałam jeszcze na fitnessie dla kobiet w ciąży a w środę urodziłam. I rodziłam w terminie, 39 tydzień. Szybko i bez problemów 🙂 Życzę każdej kobiecie takiej ciąży 🙂

    • Magda Mamit says:

      Ogólnie też nie narzekam ale tracę siły w mega tempie 🙂

  • Zielona Małpa // zielonamalpa.pl says:

    Mogę sobie jedynie wyobrażać wpływ ciąż na codzienne funkcjonowanie, bo jeszcze w ciąży nie byłam 🙂

  • Pino says:

    Korzystaj ile mozesz i ina ile sil Ci starcza. To ponoc piekny moment i zapewne ostatnie chwile tylko dla Ciebie.

  • Szczęśliwa Siódemka says:

    U mnie też było podobnie 🙂 Dużo chęci, znacznie mniej sił. I ciągłe niedowierzanie: jak to, ja nie mam siły? Ja nie daję rady?
    Druga ciąża była dla mnie trudniejsza niż pierwsza, o wiele więcej dolegliwości, problemów zdrowotnych. Bardzo też chciałam ze wszystkim zdążyć, jak najwięcej zrobić, bo wiedziałam, że niedługo to już tylko noworodek i pieluchy 🙂 Czasem musiałam też jednak odpuszczać.

  • Maja says:

    Ciąża była pierwszą sytuacją w moim życiu, w której organizm swoje a moje plany swoje. Przerobiłam tę lekcję również w drugiej ciąży i gdy zachorowałam na tarczycę. Niby powinnam to już umieć – dostosowywać plany do stanu fizycznego – a jednak wciąż się na tym łapię, że znowu przesadziłam:) Czyli jednak uczymy się przez całe życie.

  • Kamila says:

    Magda Kochana dasz radę! Mówi się że ciąża to nie choroba. Bo to jest cały zespól chorobowy! Przymulenie zgagi wymioty sikawka permanentna opuchlizna bóle kręgosłupa itd. Itp. Stan błogosławiony nie wiem kto to wymyślił?

  • Andżelika says:

    Ja jeszcze ani w ciąży nie jestem, ani nie planuję, a już mnie wszystko przeraża. Może dlatego właśnie tak odkładam to w czasie. 😀

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *