Po czterech latach w Anglii

Pytania i odpowiedzi dotyczące życia w Anglii czyli moje super subiektywne podsumowanie po dokładnie 4 latach na Wyspach.

Dziś mijają dokładnie 4 lata od mojego przyjazdu do Anglii. Wydaje mi się, że to na tyle długo, aby mieć już jako takie pojęcie o tym jak tu jest. Jednak to wciąż za krótko, aby starać się o obywatelstwo. Czyli świeżak, ale z rozeznaniem tego co dookoła 🙂

Nikt już nie zadaje mi pytań typu: Czy planujesz wrócić? Czy Ci się tam (czyli tu, w Anglii) podoba? Czyli dobrze Ci się tam żyje?

Mi się tu podoba, dobrze mi się żyje, uwielbiam Angoli, nie czuję się wyobcowana, jest tu pięknie. Zwyczajnie jestem tu szczęśliwa.

Nie w Londynie??? Czyli gdzie???

Gdy zaprzeczam stwierdzeniu (oczywistej oczywistości) “mieszkasz w Londynie, tak?” wprawiam rozmówcę w stan ogromnej konsternacji. Okazuje się, że przeciętna wiedza o UK ogranicza się do kilku aspektów: Londyn, Królowa plus rodzina królewska, czerwone dwupiętrowe autobusy, angielska herbatka.

Mieszkam w Birmingham. W sumie na obrzeżach. Jest to drugie największe miasto Anglii (zaraz po Londynie) jednak przeciętna wiedza o tym miejscu jest znikoma. Sama takowej nie posiadałam i mówiąc szczerze muszę jeszcze to miejsce odkryć, tak po swojemu. Pracuję natomiast w Warwick – miejscu o wielowiekowej tradycji. Znajduje się tu przecudny zamek a centrum miasta to urokliwa zabytkowa zabudowa. Magiczne miejsce. Do pracy dojeżdżam ok 20 mil przemierzając codziennie samochodem angielską wieś, która znacząco różni się od tej polskiej. Po drodze mijam 3 puby, farmy, kilka miejscowości oraz połacie pól, z których wyskakują na drogę dzikie zwierzaki. Co ciekawe ceny nieruchomości są tu wręcz kosmiczne. Generalnie panuje zasada im dalej od dużego miasta, tym bardziej ekskluzywnie. Angielska prowincja, ale z klasą.

W temacie Londynu jeszcze…

Londyn uwielbiam. Dla mnie to fantastyczne centrum kultury i sztuki, cudownej architektury, rozrywki czy kulinarnego fusion. Zwykle robię jednodniowe wycieczki o z góry określonym celu: muzeum, wystawa malarstwa lub fotografii, musical, balet lub opera. Taka kulturalna odskocznia dla zaspokojenia zmysłów. Zawsze wracam przepełniona super emocjami. Londyn dla mnie jest jednak opcją tylko na weekend albo na jednodniowy wypad. Mieszkać bym tam nie mogła. Za bardzo już chyba jestem pod wplywem angielskiej prowincji, której urokiem przesiaknelam.

Co najbardziej podoba mi się w Anglii?

Patrz punkt poniżej oraz … kultura pubowa. Pub to drugi dom. Do pubu chodzi się obejrzeć mecz czy wyścigi konne. W pubie je się rodzinny, niedzielny obiad. W pubie organizuje się urodziny, chrzciny, wieczory panieńskie i kawalerskie, itp. Ponadto, co ciekawe podłogi często wyłożone są dywanami (w końcu to drugi dom i ma być przytulnie). I jeszcze jedna ciekawostka – niektóre puby znajdują się pośrodku niczego, w głuchej, polnej ciszy, na skraju niejednego zadupia. A przed pubem pełen parking. A w samym pubie tłum. Niezależnie od pogody. Dla mnie to ewenement.

Co mnie zachwyciło?

Przyroda i różnorodność wszelkiego rodzaju atrakcji, wydarzeń rozrywkowych i tych opartych na tradycji. Wydaje mi się, że nie ma przewodnika, który opisuje wszystko. A prawda jest taka, że za każdym zakrętem czai się jakaś perełka. Nie wiem czy byłabym w stanie stworzyć listę i wypunktować najlepsze “Top 10 must see” czy “Top 20 must experience“. Anglia jak i cała Wielka Brytania pod tym względem zaskakuje i jest zadziwiająca.

Walia
Stradford
Cotswords
Oxford
Guilford
Stradford
Szkocja
Cotswords
Walia
Szkocja
Oxford
To też Oxford 🙂

Co odkryłam?

Cydr. To właśnie w Angli odkryłam, zasmakowałam i zakochałam się w cydrze. To wspaniały napój. Dużo lepszy od browarka. Podchodzi mi też znacznie bardziej niż wino (ale w tej kwestii koneserka nie jestem). Jestem natomiast absolutną fanką cydru.

Co mnie najbardziej zszokowalo?

Pogoda. Okazało się, że w Anglii wcale cały czas nie pada i można żyć bez parasola i pary kaloszy. Mało z tego, bywają piękne, ciepłe i słoneczna dni. Ba! Nawet kilka z rzędu! Zima jest dużo lagodniejsza niż w Polsce (temperatura poniżej zera, jeśli się zdaża, paraliżuje komunikację, zamykane są szkoły, cały kraj przestaje funkcjonować). Wiosna natomiast przychodzi nawet w lutym czego dowodem są kwitnące żonkile, przebiśniegi czy krokusy.

Czy się zmieniłam?

No raczej 😉 W końcu opuszczając strefę komfortu poznajemy siebie na nowo. Weryfikacji poddane zostały przyjaźnie, zmianie uległy rodzinne relacje. Wyeliminowalam toksyczne osoby nie potrzebnie wprowadzające zamęt w moim życiu. Mam w sobie teraz więcej spokoju. Odnalazłam szczęście. Zakochałam się! Zostałam mamą! Przeprowadziliśmy się do własnego domku. Zrozumiałam, że “moje miejsce na ziemi” jest u boku P. niezależnie od tego czy mieszkamy w Anglii, w sercu Patagonii czy na dzikiej Syberii. Jestem teraz w pełni szczęśliwa.

Na koniec

Pewnego dnia obudziłam się i po porannej herbacie powiedziałam to sobie głośno “wyjeżdżam do Anglii “. Odpaliłam kompa, sprawdziłam ceny biletów (były za jakieś psie grosze) i od razu kupiłam bilet w jedną stronę. I nagle w sercu i duszy pojawił się spokój. Czułam, że podjęłam właściwą decyzję, mimo braku większego planu. Miałam tylko ten bilet i datę wyjazdu 30.09.2015.

To, co przydarzyło mi sie w kolejnych miesiącach było całkowicie poza moją kontrolą. Czułam jednak, że cały świat mi sprzyja (mimo, że nie zawsze było kolorowo i zdarzyło mi się płakać. Nawet dużo.). Ba! Cały wszechświat był po mojej stronie. Znalazłam świetną pracę, w której realizuję się po dziś dzień (tzn. prawie, bo obecnie jestem na macierzyńskim). Odnalazłam miłość swojego życia! Dzięki P. zrozumiałam czym jest prawdziwe szczęście. Od czterech miesięcy jesteśmy rodzicami uroczego bobasa, który co dzień dostarcza nam nowych emocji, uczuć i wzruszeń. Udało nam się kupić dom z pieknym ogrodem (dla mnie ma to wymiar symboliczny, gdyż od wyjazdu na studia w 2002 roku tułałam się po różnych pokojach, mieszkaniach, znajomych, itp. nigdy nie będąc tak naprawdę u siebie).

W moim przypadku jak najbardziej adekwatnym jest stwierdzenie “Dom twój, gdzie serce twoje.” Mój dom jest u boku P., z Frankiem na rękach, aktualnie na przedmieściach Birmingham, w Anglii.

Comments (11)

  • Ula z prostoofinansach says:

    To inny kraj, inna kultura. Fajnie, że taka otwarta na ludzi, na kontakty. Nie tak jak u nas, że się siedzi w domu. Zupełnie inny świat.
    Cydr też bardzo lubię, właśnie świeżo przywiozłam cydr bieszczadzki zupełnie bez cukru z rzemieślniczego browaru Ursa Maior. Jest niesamowity. Polecam też cydr lodowy, ciężko go dostać, ale warto szukać 🙂

  • koza domowa says:

    Fajnie, że znalazłaś swoje miejsce na ziemi, nawet jeśli nie na zawsze. Na teraz. 🙂 Pozdrawiam, Kasia

  • polegytravels says:

    Super, że znalazłaś swoje miejsce na ziemi! I podziwiam za decyzję o emigracji bo to nie jest taka łatwa sprawa 🙂 Ja sama w Wielkiej Brytanii nigdy nie byłam, chociaż od dawna marzy mi się podróż do Szkocji i do Londynu 🙂

    • Magda Mamit says:

      Do Wielkiej Brytanii przez długi okres nie było mi po drodze. Jest tu jednak pieknie i warto przyjechać.

  • Ewelina says:

    Fajnie, że jest Ci dobrze! A co do wiedzy o Anglii to niestety dla Polaków często jest to zbyt drogi interes i nie ma takiej gwarancji pogody, żeby jeździć na wakacje- a każdy chce mieć tanio i ciepło…
    Pozdrawiam

    • Magda Mamit says:

      Co ciekawe cenowo wcale nie jest drożej niż w innych państwach europejskich. Faktem jest jednak że pogoda to ruletka 🙂

  • Rafał says:

    Zawsze żałowałem, że w Polsce brak jest takiej kultury “Pubowej”. Strasznie mi tego brakuje.

  • Aleksandra Załęska says:

    Najważniejsze to odnaleźć w miejscu, w którym się mieszka jakąś cząstkę siebie 🙂 Gdybym miała przeprowadzać się do Anglii nie wybrałabym Londynu, lubię mniejsze miasta

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *