Szeptem po północy – kobiece klany

Dawniej dzieci wychowywane były przez całe rodziny, klany, lokalne społeczności. Żyliśmy razem, pomagaliśmy sobie, mogliśmy na siebie liczyć.

Dookoła zawsze byli dziadkowie, ciocie, wujkowie, kuzyni. Dzieci nie były tylko rodziców. Szczególną rolę odgrywały kobiety: mamy, babcie, ciocie, sąsiadki. Sama wielokrotnie byłam zostawiana pod opieką to jednej, to drugiej (trzeciej i piątej) cioteczki a babcia praktycznie “podkradła” mnie mamie 🙂 Kobiety wzajemnie się wspierały i sobie pomagały. Był to naturalny stan rzeczy bez zbędnych haseł jak “solidarność jajników ” , “girl power “, itp. Dziś myślę o tym z sentymentem.

A dlaczego?

Za mną pierwszy miesiąc macierzyństwa. Update: w momencie pulikacji poniższego wpisu mój bobas skończył 10 tygodni. Za mną więc 2,5 miesiąca macierzyństwa.

Mówią, że początki są najtrudniejsze i tak było w moim przypadku. I bynajmniej nie chodzi o opiekę nad maluszkiem. Ta część akurat to przyjemność, mimo zmęczenia czy niewyspania. Największym wyzwaniem było uporanie się z własnymi słabościami i psychiką. Najpierw szok z powodu nieoczekiwanej cesarki. Dopiero po kilku dniach stres mi odpuścił, jednak jego miejsce zajął żal. Bardzo mi było szkoda, że nie udało mi się urodzić naturalnie. Przecież na to się przygotowywałam całą ciążę… Innej opcji nawet nie brałam pod uwagę. W swojej ignorancji nie raczyłam nawet poczytać o cesarskim cięciu. Nie miałam pojęcia jak wygląda dochodzenie do siebie, a czas po operacji jest dosyć trudny, jak to po operacji. Nie wszystko można zaplanować. Moja pierwsza lekcja pokory.

Kolejną próbą okazało się karmienie piersią. Innej opcji nie rozważalam. I tu kolejna lekcja pokory. Mimo prób poległam sromotnie. Doszło do sytuacji, w której karmienie zaczynało być dla mnie traumą. Czułam, że rezygnując z karmienia piersią zawiode i mojego synka i samą siebie. Dopadła mnie “breastfeeding depression”. Wiem, że dzieci karmione mlekiem modyfikowanym są zdrowe i wesołe. Zwyczajnie bardzo chciałam karmić piersią. I już. Przecież na to się przygotowywałam całą ciążę… Taki był mój plan.

W tych trudnych chwilach zwracałam się o radę i pomoc do tzw. ekspertów. Niestety porady położnych, w tym tych laktacyjnych, sprawdzały się wyłącznie “przy popołudniowej herbatce “. Sprawy miały się zupełnie inaczej, gdy w środku nocy nie mogąc zaspokoić głodu mojego synka, on płakał w nieboglosy (a płacz głodnego bobasa wrzyna się mocno w serducho). Wiele prostych czynności związanych z karmieniem, okazało się dla mnie nie do wykonania (że względu na ból pooperacyjny), gdy P. wrócił do pracy a ja zostałam sama w domu.

Na takie problemy zupełnie nie byłam przygotowana. Ba! Nawet nie byłam ich świadoma. Na szkole rodzenia poświęca się mnóstwo czasu tematom dotyczącym karmieniu piersią co jest super. Przemilcza się jednak (lub traktuje bardzo pobieżnie) sytuacje, gdy jednak coś się nie udaje. Chyba z tego powodu mam największy żal do “całego świata “. Że nikt mi nie powiedział, że nikt mnie nie uprzedził.

Mi się nie udało. Tak bywa. Czuję jednak, że nikt mnie nie słuchał albo to co mówiłam było traktowane z niedowierzaniem i tym samym bagateliziwane. Jakbym byłam jedynie elementem procedury, której powinnam przestrzegać. Bardzo zabrakło mi zrozumienia mojej indywidualnej sytuacji.

W tym miejscu wracam do meritum tego wpisu czyli kobiecych komun.

W tym jakże ważnym, aczkolwiek trudnym okresie mojego życia, brakowało mi tych moich najważniejszych i najbliższych kobiet czyli Mamy i Babci. Brakowało mi by poradziły, pocieszyły a jeśli trzeba było doprowadziły do pionu. Zabrakło mi ich wiedzy i doświadczenia. Zabrakło żartów czy powagi. Zabrakło mi zwyczajnie ich bliskości. Mam nadzieję, że dopingują mi w Niebie… Zabrakło mi też mojej przyjaciółki, która mieszka daleko. Wspiera mnie cały czas jak może, ale zabrakło mi jej obok mnie.

Na szczęście znalazły się w moim otoczeniu cudowne kobiety. Ogromne wsparcie znalazłam wśród moich pracowych przyjaciółeczek (z czego każda mogłaby być moją mamą, więc to doświadczone i mądre kobiety, które nie jedno w życiu przeszły i wiedzą co mówią). Nawet nie musiałam im się żalić. Nauczone własnym doświadczeniem oraz przeżyciami własnych córek, wkładały mi dobre rzeczy do głowy zanim jeszcze o nich pomyślałam. A gdy już myślałam i się nimi stresowałam, służyły radą i podawały pomocną dłoń. Takie kobiety to skarb!

Moja przyjacióła to kolejne złoto. Sama została ponownie mamą dwa miesiące wcześniej. Nasze pierwsze rozmowy po narodzinach mojego Bobasa to były niekończące się sesje pytań i odpowiedzi. Ja – pytałam, Ona – odpowiadała (cierpliwie i wyczerpująco). Przy tym fajnie było porównywać różnice w podejściu do porodu i opieki nad maluchami w Polsce i Anglii.

Dodatkowo moja kuzynka i kolejna kumpela zostały mamami w podobnym do mnie terminie.

Wspólnie wspieramy siebie jak umiemy, mimo, że często jest to jak chodzenie w po omacku. Nie mamy doświadczenia. Tylko przeczucie i najlepsze chęci.

I nagle, zupełnie nieoczekiwanie, znalazłam się w komunie świeżo upieczonych mam. Tak samo niepewnych, tak samo zagubionych. Co dnia mierzymy się z podobnymi lub całkowicie odmiennymi problemami. Wielokrotnie nie mamy pojęcia jaka jest prawidlowa odpowiedź na dręczące nas pytania. Bo chyba takowej nie ma. Próbujemy, popełniamy błędy, odnosimy małe sukcesy. Próbujemy. Dzielimy się spostrzeżeniami, radościami, smutkami czy frustracjami. Przede wszystkim jednak się nie oceniamy.

A to wszystko poprzez komunikatory i telefony. Smutny współczesny odpowiednik bliskości. Jednak lepiej tak, niż wcale.

Jakże byłoby wspaniale, gdybyśmy mieszkały obok siebie. Mogły razem chodzić na spacery z naszymi dzieciaczkami. Przeżywać ważne chwile i być obok siebie w tych chwilach bardzo zwyczajnych. Ocierać sobie łzy lub śmiać do łez. Razem wychowywać nasze dzieci. Byłoby cudnie być blisko.

Comments (28)

  • Bożena says:

    Kiedyś nawet sąsiedzi mogli zwrócić uwagę dziecku, nauczyciel w szkole też miał sporo do powiedzenia, dzisiaj każdy boi się odezwać, bo nie chce usłyszeć np.:,,Przesadza Pan/Pani moja Dżesika/Brajan na pewno by tego nie zrobił…”

    • Magda Mamit says:

      Zgadzam się. I jest to dla mnie zupełnie niezrozumiałe…

  • Magda says:

    Pięknie napisane. Początki dla każdej mamy są trudne to prawda, jednak intuicja i tzw. macierzyński instynkt pomagają nam przetrwać ten czas pełen wyzwań.

  • Inga says:

    Nie dziwię Ci się wcale że brakowało Ci kobiecego towarzystwa, czy rady. Sama nie wyobrażam sobie żeby w przyszłości być sama i zajmować się dzieckiem – jest to coś dla mnie totalnie nierealnego, bo choćbym przeczytała milion książek to nigdy nie nabędę praktyki i wiem że będę potrzebować na początku swojej matczynej kariery pomocy. Faceci tego nie rozumieją, po co im teściowa, to najbardziej intymne chwile w zyciu małżeństwa, ale prawda jest taka że taka dodatkowa osoba w domu zawsze się przyda na początku

    • Magda Mamit says:

      U nas problem w tym, że obie nasze mamy nie żyją. Wydaje mi sie że w innym wypadku obydwie byłby z nami.

    • MamAsia says:

      Te początki i nie ocenianie się wzajemne świeżo upieczonych mam to najpiękniejszy moment. Przykro mi, że nie miałaś blisko mamy czy babci. Ja miałam i… aż za blisko i intensywnie. Od doradzania i gadania wiecznego! Mogłabym się poddać np. z karmieniem. Na wszystko potrzeba czasu i spokoju.

  • Karolina G. says:

    Macierzyństwo to coś, czego mój umysł wciąż nie ogarnia. A pora najwyższa.

  • Candy Pandas says:

    Nie mamy jeszcze dzieci ale cudownie byłoby gdybyśmy mieszkały obok siebie i jeszcze mniej więcej w tym samym momencie wychowałybyśmy maluszki 😀

  • Aga says:

    Pamiętam czasy kiedy kobiety tworzyły cały dom. Mężczyzna był zawsze ważną częścią domu, ale to właśnie kobiety wprawiały że dom pachniał ciastem z truskawkami, był czysty świeży i przytulny.

  • Kasia says:

    Macierzyństwo to wiele wyzwań. Każdy mówi nie będzie łatwo, ale nikt nie mówi że będzie tak trudno. Ktoś powie zależy od dziecka – to też sporo prawdy, jednak są elementy których się nie przeskoczy. Choć kocham moje maluchy, czekam na czasy gdy zaczną się razem ładnie bawić, a ja nie będę stać nad nimi jak kat, żeby niechcący się nie potknął, bo jego kroczki jeszcze takie niestabilne. Sporo energii,czasu i naszego życia nas to kosztuje, ale uczuć jakie towarzyszą w macierzyństwie nie da się opisać, trzeba to przeżyć.

    • Magda Mamit says:

      Kasiu, zgadzam się z Tobą całkowicie. To nie jest tak że ja marudzę, ale szkoda że pewne kwestie się przemilcza.

  • Rafał says:

    Czasy się zmieniają, niestety nie zawsze na lepsze. Byleby się nie poddawać.

  • Paulina L. says:

    Sama nie mam jeszcze dzieci, ale domyślam się, że pierwsze dni mogą być bardzo trudne i choć nie zawsze mamy i teściowe są blisko, to wsparcie psychiczne od osób życzliwych, szczególnie kobiet jest ogromnie ważne. Dziewczyny, które wydałyście człowieka na świat – jeśli nikt Wam tego nie powiedział, to ja Wam to mówię – jesteście silne, piękne, jesteście najlepszymi mamami dla swoich maluchów. Urodziłyście dziecko i nikt Wam nie podskoczy! 🙂 Buziaki! 🙂

  • Alicja na Wyspie says:

    Świat się zmienia, rzeczywistość się zmienia, nasze klany się zmieniają. Pewnie to nieidealne, ale wsparcie wirtualne i tak wygrywa z kompletnym brakiem wsparcia. Piszę to jako emigrantka, której więzy rodzinne i więzy przyjaźni w dużym stopniu opierają się na istnieniu globalnej sieci.

  • Katarzyna Mierzwa says:

    Jakże ja to dobrze wszystko pamiętam chociaż moje pierwsze dziecko właśnie skończyło 13 lat a drugie ma prawie 11. U mnie dwie cesarki i wiem coś o dochodzeniu do siebie po nich. Patrzyłam jak mamy po porodzie naturalnym śmigają po salach tymczasem ja leżałam, dla mnie wszystko było o wiele trudniejsze i trwało znacznie dłużej. Za pierwszym razem próbowałam rodzić naturalnie i tak samo jak u ciebie nie wyszło. Miałam więc taki poród dwa w jednym. Co do kramienia to kolejna historia. u mnie tez nie było łatwo i o oile za pierwszym razem udało mi się wtrwać przez 5 miesięcy, w dużej mierze dzięki odciągaczowi elektrycznemu to za drugim razem był to tylko miesiąć. Ale przy drugim dziecku okazało się że mamy zrealizowany konflikt serologiczny. To co się działo w trakcie ciąży i potem to nawet nie będę opowiadać. Ważne że teraz wszystko jest ok, a on wyrósł na dużego mądrego chłopaka. Rodzinę mam daleko więc i o te pomoc babć czy cioć było trudno. Jednak poznałam i to właśnie przez internet mamy z maluchami takimi jak moje i razem chodziłyśmy na spacery. Przyjaźnimy się zresztą do dziś, mimo że dzieci nam już wyrosły :). Powodzenia i dużo siły iradości ci życzę 🙂

    • Magda Mamit says:

      Cieszę się że masz cudne dzieciaki. Mi jest już dużo łatwiej teraz i zaczęło być naprawdę fajnie 🙂

  • Joanna says:

    Mnie też brakuje ludzi. Ok, wole otaczać się tymi miłymi i ciepłymi.

  • Roksana www.kopanina.pl says:

    Ja byłam wychowana w domu, gdzie mieszkaliśmy wspólnie z rodzicami i dziadkami. I to właśnie babcia była moim głównym opiekunem. Mam z tym mnóstwo wspomnień. Moje dziecko ma już tylko jedną babcię, ale jest ona ciągle obecna w jego życiu. Druga też była, dopóki była z nami. To jest ogromna siła.

  • Koralina says:

    Chociaż sama nie byłam wychowywana w takim klanie to uważam, ze jest to bardzo przyjemne i ciepłe wychowanie 😊

  • Darina z Pozytywne Wychowanie says:

    Jest takie afrykańskie przysłowie “It takes a village to raise a child” <3

  • Paulina says:

    U mnie wyglądało to całkowicie inaczej – celowo odcinałąm się od wszystkich “dobrych rad” kobiet z otoczenia. Wszystkich mam, babć, cioć, sąsiadek. Postanowiłam zdać się na swoją intuincję i robić to, co ja uważam za słuszne. Po pięciu latach mogę powiedzieć, że zdało egzamin 🙂

  • Ania says:

    Wiem o czym mówisz! Ja byłam sama, ale pomagał mi mąż. Mama mieszka bardzo daleko

  • Aleksandra Załęska says:

    Początki nie są łatwe. Często planowane przez całą ciążę przynosi rozczarowanie. Ja też planowałam, że będę karmić piersią i co? Nie wyszło. Udało się jedynie 3 miesiące, kolejne 3 dociągnęłam na laktatorze, ale to nie było to, co planowałam. Niestety. Miałam do siebie wiele żalu i pretensji. Kiedy mój syn płakał, a ja nie wiedziałam dlaczego było mi z tym strasznie źle.

    • Magda Mamit says:

      Rozumiem doskonale…
      Na szczęście teraz jest już dużo dużo łatwiej. Jednak podstawa to psychika!

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *