Z życia wieśniaczki – przesadzanie roślinek

Już dawno stwierdziłam, że największe prawdopodobieństwo przeżycia pod moją opieką mają sukulenty – do chwili, kiedy nie uschnął mój kaktus.

Sytuacja z kaktusem miała miejsce kilka lat temu. Była dla mnie dosyć przykra – naprawdę starałam się o niego dbać… Łatwo jednak się nie poddaję i od tego czasu udało mi się z sukcesem wyhodować zioła (miętę, bazylię i pokrzywę). A w ubiegłym roku, od ziarenka, wyrosły mi dorodne krzaki pomidorów koktajlowych.

W kwestii roślin doniczkowych nabrałam więcej odwagi i obecnie mam już 8 roślinnek! Oto bilans. Trzy paprotki, z czego jedna zupełnie uschła i tylko dzięki ciekawości P. czy odżyje i regularnemu jej podlewaniu przez P. udało się ją zreanimować i wypuściła nowe kłącza. Druga paprotki podsycha – zupełnie nie wiem czemu (regularnie ja podlewam, zraszam gałązki, itp). Trzecią paprotkę kupiłam dosłownie dziś. Póki co ma się dobrze. Mała dracena (albo inna palma) też trochę osłabła – tu drastycznie potrzeba większej doniczki, gdyż korzeń już sporo wystaje spod obecnej. Dwie kolejne palmowate roślinki też marnieją. Coś jakby bluszcz – faktycznie go przysuszyło (moje zaniedanie), ale powoli dochodzi do siebie. A, jeszcze jedna roślinka wydaje się nie zniszczalna.

Zdaje sobie sprawę, że do opłakanego stanu tych roślinek doprowadziło moje słabe nimi zainteresowanie i marna opieka. Problem mam jeszcze z małą ilością miejsca i z dostępem do światła słonecznego. Do tego przeciągi i wilgoć. Albo zaduch od kaloryfera. Obecne mieszkanie na prawdę nie sprzyja roślinom.

Wbrew wszystkiemu postanowiłam nie dać za wygraną! Opracowałam więc plan 🙂

Po pierwsze wszystkie kwiatki potrzebują większych doniczek i więcej ziemi. Zbierałam się do akcji “#Przesadzanie” chyba kilka miesięcy (serio!). Dziś, po przebudzeniu, zdecydowałam, że to jest TEN dzień. Wybrałam się co świt (no ok, było już praktycznie południe) do sklepu ogrodniczego po ziemię i doniczki. (Przy okazji dokupiłam jeszcze jedną paprotkę 🙂 ) Po powrocie napędzana emocjami, entuzjazmem i uporem, od razu wzięłam się za moje roślinki. Przyznam, że jestem w szoku. One nie miały prawa żyć! (Nie jest to coś z czego jestem specjalnie dumna…) Napędzała je chyba moc wszechświata. Chęć życia albo inna niewidzialna siła. Ziemia, a raczej to co z niej zostało, przypominała bardziej popiół. Korzenie były pościskane niczym sarydnki w puszcze (a pewnie sardynki mają więcej luzu…) Była mi wsty i przed sobą i przed tymi biednymi kwiatkami. Każdy kwiat poddałam indywidualnemu zabiegowi spa – przegląd korzeni, gałązek, liści. Świeża ziemia, większa doniczka plus woda zrobiły robotę! I voila! Wszystkie roślinki, w oczach nabierają mocy! Wyglądają pięknie! Jest dla nich jeszcze nadzieja. To nie oniec tej historii… 🙂

Po drugie – znalazłam nazwę każdego z nich i przeczytałam jak należy je pielęgnować. No może nie koniecznie właściwą nazwę. Przeszperałam Internety i kilka apek na telefon. Udało mi się znaleźć roślinki o “podobnym” wyglądzie. Czy to jest w stu procentach dokładnie ta roślina to nie wiem. Zakładam jednak, że jeśli są z tej samej rodziny, dba się o nie podobnie. Efekty będą widoczne ze kilka tyogdni 🙂

Po trzecie – nastawilam przypomnienie, aby regularnie je nawadniać. Czasami same chęci nie wystarczaja, a ja w ostatnim czasie nie do końca ufam swojej pamięci 🙂

Jestem bardzo ciekawa jak będą się zachowywać moje kwiaty po tych wszystkich zabiegach regeneracyjno-kosmetycznych. Udało mi się je dziś uratować od marnego losu. Będę o nie dbać. Będę z nimi rozmawiać. Mam nadzieję, że siły natury nam dopomogą. 🙂

Comments (8)

  • Urszula Oliwek says:

    Witaj w klubie 🙂 Też potrafiłam ukatrupić każdego kwiatka, kaktusa również, chyba uchował się tylko sztuczny storczyk 😉 Jakiś czas temu postawiłam sobie za punkt honoru utrzymać przy życiu te, które dopiero co kupiłam. U mnie był faktycznie ten sam problem…kwiatki trzeba przesadzać. Eureka! Odkąd mają większe doniczki a w moim telefonie pojawiła się aplikacja przypominająca o regularnym podlewaniu, ciesze się prawdziwą dżunglą w domu 🙂

  • Zaniczka says:

    Też tak mam, zarzekam się, ze będę dbać o kwiaty, a potem zonk 🙁 Niemniej jednak trzymam za Ciebie kciuki 🙂

  • Viola z My British Journey says:

    Haha, fajnie się czyta te Twoje potyczki z roślinami. Jesteś na dobrej drodze, jeszcze jest nadzieja a wiosna dopiero się zaczyna 🌞

    • Magda Mamit says:

      Wiosna to nowa nadzieja hahahahha pozdrawiam Cię mocno !!!

  • Candy Pandas says:

    To my wychodzimy z założenia, że u nas to jedynie rzeżucha wyrośnie xD

  • Magda says:

    jestem pełna podziwu – zasuszyć sukulenta to naprawdę wyczyn… 😉 a tak serio to podziwiam Twoją przemyślaną akcję zadbania o rośliny. Trzymam kciuki!!

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *